Krystyna i Piotr

Z nimi na ślubie prawosławnym

Ale zanim sobie ślubowali w zjawiskowo rozświetlonej cerkwi, zlokalizowanej przy drodze wybiegającej na Puławy, musieli się przygotować. W swoim domu, z rodziną i przyjaciółmi i trochę nieobecnym duchem kotem. Było lajtowo, nieskomplikowanie i przyjemnie. O oznaczonej godzinie młoda para zjawiła się przed cerkwią. Konieczna okazała się przymiarka koron, które tym razem miały nie być trzymane przez świadków nad głowami młodej pary, ale młodzi mieli być nimi dosłownie ukoronowani. Korony więc pasować na głowy powinny. Gdy zebrali się wszyscy goście a chór mieszany zajął swoje miejsca, młoda para i świadkowie (w prawosławiu w liczbie czworga) złożyli podpisy na dokumentach. I zaczęła się uroczystość – od zaręczyn według specjalnego rytuału, w przedsionku cerkwi. Już zaręczeni, młodzi pomaszerowali za kapłanem do wnętrza, gdzie między czytaniami zostali ukoronowani, wypili wino ze wspólnego kielicha, co symbolizuje jedność, nałożyli obrączki i okrążyli za kapłanem trzykrotnie świątynię. Na koniec uroczystości podeszli do świętych drzwi, gdzie dostali poświęcone ikony, specjalnie dla nich przygotowane przez rodziców i – last but not least – pouczenie i życzenia od kapłana na nową drogę życia. Święte drzwi się zamknęły, a dla młodej pary otwarły się nowe – wspólnego życia w małżeństwie. Ślub można prześledzić w reportażu, tam też wszystko to, co działo się potem (a działo się!).